14 maj 2013

154.



wracamy do punktu wyjścia? chyba tak. ech..
nie ważne. swoje bezsensowne szczeniackie "problemy" (?) miłosne przemilcze bo aż szkoda komentować. nie za bardzo mam ochote mówic o tym jak bardzo mnie to wszytsko zraniło sprawiło że się pogubiłam , jak bardzo pragne miłośći, przytulenia. troski. dobra serio nie ważne.
bardziej raczej doskwiera mi sytuacja w domu.
najchętniej wyprowadziłabym się stąd na koniec świata. marze o tym.
nie musiałabym oglądac tej fałszywej mordy codziennie.
jak na Niego patrze to rzygać mi sie chce. jak mozna być takim hipokrytą? widzieć tylko to co się chce widzieć. ranić wszytskich. nie rozumiem tego i chyba nigdy nie zrozumiem.
traktujemy siebie jak powietrze a jeśli zauwazymy swoją obecność tworzy sie conajmniej wielki huragan, tornado czy nie wiem co jeszcze. w kazdym bądź razie nie radze w tedy podchodzić.
nie wytrzymam tych trzech lat pod jednym dachem z nim. na prawdę. i jeszzce ta świadomość że wciąż jestem od niego jednak zależna i nic a nic nie moge z tym zrobić . chociaz nie wiem jak bardzo bym chciała. nie potrafie i nie moge. ta bezsilność..... boże zwariuje.
ostatnio zachowuje sie jak szczeniak z podstawówki. nawet przesłzo mi przez mysl zeby się pociąć. :/ co się ze mną dzieje?! jak JA mogłam wpaść na taki głupi i bezsensowny pomysł, JA?!  nic juz nie rozumiem.. na parwde nic. co raz częściej marze o tym żeby uciec. znaleźć się gdzieś daleko od tego wsyztskiego od tych wszystkich ludzi. marze o tym by zasnąc i się nie obudzić...






:)